która litera puści farbę.

Tuż za nią torba fistaszków

szamocze się w krzaku, ekscentryczna

jak kanarek, z otwartej paszczy

wysypuje łupiny i to jest rodzaj

śpiewu, chrzęst i chrobot ledwie

wyczuwalny w melodyjnych poświstach.

Nic mnie nie łączy z cyrkiem chwastów

do połowy przysypanych śniegiem,

poruszam się w drugą stronę i mijam