Dowód

Jurne jarzeniówki ciągle świecą, nie przeszkadza im nic.

Chciałbym się nawrócić na to jasne sprzężenie, ale milczą.

Czegoś tragicznego domyślam się w tutejszym powietrzu.

Jurek ma raka? Czy może puściła go kantem.

Zmiana warty przybędzie nad ranem, blady chłopiec zastuka w drzwi

i powie: odchodzimy, i smagnie batem psy, popędzimy w śnieg,

o to chodzi, żeby w końcu trafić na biel.

Ale chłopiec i bat? To dwuznaczne.

Przyglądam się ścianie, pod się jak człowiek przyłapany na kłamstwie.