jest cieniem wyciętym z kartonu.
Gdyby się uprzeć, karton to cień drzewa.
Pomiędzy światłem i jego brakiem
można krążyć bez końca. Z chłamu
chwil rejestrowanych bez ustanku,
zostaje osad, ochra, doskonała do barwienia.
Barwa jakoś scala te wszystkie obrazki,
bierze je pod skrzydła jak kwoka pisklęta
i chociaż pijane to wszystko i niedorobione,
to jednak ten potok jest własny i gdy