Małe liturgie

Teraz, kiedy palimy ubrania i papiery

i jest minus dziesięć stopni — wciskamy się

w tę biel, jakby była ogromną poduszką.

Dla patrzących z góry (jeśli są tacy),

musimy być wrednymi stworkami, które

tworzą czarną plamę, płaczą nad nią —

i dokładają do ognia, żeby czerń była

jeszcze czarniejsza.

Trochę to nielogiczne dla nich,