Puch

Miasto niczym punkt programu w kiepskim przedstawieniu.

Nieobecne już od godziny w monologu faceta z piwem.

Jednak już za chwilę będziemy je mieli, proste jak kazanie

o niegodziwym koledze kradnącym kurtkę z szatni szkoły,

do której chodziliśmy dniem i nocą, dniem i nocą bez ustanku.

Oszukując za każdym razem, gdy wywoływano nas do tablicy.

Mam tylko nazwisko bez ciała i jestem ciałem bez imienia.

Tlenionej nauczycielce w kusej spódniczce, która skromnie tańczyła

na każdej imprezie, to właśnie mówiłeś, aż przecierała oczy,