nic nie mam, zniknęło.

Idziemy do domu, który zbudowano

na miejscu ogrodu.

Pamiętam wiatr,

co wyginał gałęzie, gdzieś zapisałem

ten wiatr i teraz plącze się w umyśle

drgająca witka leszczyny,

ruchliwa jak oszołomiony węgorz.

Zamiast podłogi gałęzie,

konar zamiast sufitu, sypialnia