Bo martwe są usta, którymi on włada.

I nawet ja, leżący przed południem

w zatęchłej już nieco pościeli,

jednorazowy jak strzykawka, nasiąkam

jak wacik i ciemnieję wewnątrz.

Choć chciałbym rozjaśnić się i ufarbować,

zmienić ton i przebieg rozmowy,

to jednak głos pozostaje głuchy

na inne brzmienia poza własnym brzmieniem.