Tę drogę w dół, która każdemu z nas znaczy

twarze i dłonie, stopy i usta, bez której bylibyśmy

jak porzucone przez ptaki gałęzie,

ciemniejsi o ton

i mniej obecni niż teraz, kiedy stoimy

przy kiosku i patrzymy na tych, co dzwonią

i tych, co przechodzą.

Niech błogosławią, kiedy wszystko jest

odległe i dzieje się teraz, dzwonek tramwaju

i syk opon, puszkę po farbie, którą wiatr popycha,