Na razie nie zaczynamy sprawy, boim sie tej świętości w chacie, w kościele strach szepotać, a tutaj świętość jeszcze większa. Domin namyślajo sie, już już rozdziawio sie, żeb mówić, ale ciamkno tylko i zacichno. Takie wygadane, wszystkich przegadajo, a tym razem ich zatyka!
Aż szturcham ich w bok. Obterli sie, jabko im zachodziło, zaczęli, żeb łatwiej, to od Grzegorychi:
Ofiare my tu dla was przywieźli od całej wioski!
Grzegorycha skrobać przestała, noż o chfartuch wyciera: Dla nas? To wy nie na msze zbierali?
Na msze, mówio Domin, ale uradzilim, że lepiej bedzie od razu przywieść ofiare Temu, Komu ona naznaczona. Fóra stoi pod progiem, Grzegorycha, bierzcie, noście sobie do komorki, Wam Wszystkim na zdrowie! I kłaniajo sie Domin Jemu, Jej i Pietrowi, my tak samo wstajem, i kłonim głowy jak w kościele.
Pieter szyć przestał: dla kogo niby ta ofiara, pyta sie, dla niego? I pokazuje na Brodatego. Kiwamy głowami, że tak.
A za co?
Bo po ratunek my przychodzim!
Do mnie, udaje zdziwionego Brodaty. Do mnie po ratunek? A od czego?
Od zniszczenia i końca świata!