Chce wiedzieć na pewno.

Wyłaże, on żegna sie, wskakuje. Kopie, a ja z góry patrze. Ale już nie sam: już i Natośnik przyszed, konia w polu zostawiwszy, Stach co to ja i Władko co je komose i Jaśko Zębaty i Ziutek przyleciał.

Jakby sie ziemia ruszyła, prętko podaj trzonek, wyciągniem, ostrzegajo Władko Stacha w jamie.

E, studnie sie kopało i strachu nie było, on na to z jamy.

Nie ruszy sie, jak my nie uwalim, mówie i odpycham ludziow od jamy.

A głęboko kopać chcecie, pytajo sie nas ludzi.

A z półtora chłopa, ktoby co głębiej zakopywał.

Nasłuchujem, czy rydel nie zadzwoni, nie żdżęgnie. Żdżęga, ale o piasek, o żwir: prawdziwego żdżęgu o żelazo, o blache nima. Kozak stęka z jamy: Uf, zdaje sie, że ten koń rozgnił!

Zdech i zgnił! Śmiejo sie ludzi na wierzchu.

Może dzie poszed pod ziemio na piekielne łąki!