Ha, jeszcze dwóch przyjechało!
Młode, stare?
Same młode.
A żeb ich małanka popaliła! To wy naprawde mówicie, że już rzeki nima? Nijak nie moge przedstawić sobie widoku na kurhan, że sie wody nie odbijajo! Chce do okna wstać, ale dzie tam, plecami ruszyć nie moge. Póki moje oczy nie widzieli, wierze i nie wierze. Matkoboska, to my już nigdy, tatu, nie pojdziem po rybe z brodniami281? Z kłomlami282?
Nie! Chiba wezme połamie! Abo spale!
Nie łamcie, może jeszcze co odwróci sie? A pola, jak na polach?
Pod kurhanem rośnie po staremu, ale od łąkow jęczmieni marniejo. Tak samo koniuszyny283, konopi. Podsychajo.
A żeb ich, tych dobrodziejow, spaliło! Że to nima na nich kary!
Nie bojś, mówio tato, Pambóg im szykuje gościne, już tam w piecach dla nich palo.
I bioro tatko różaniec, ale popaciorkujo trochu, znowuś wzdychajo: Mnie co tam, wzdychajo, ile mnie zostało, ale co z wami? Co z dzieciami? Boże zmiłuj sie!