A niech tam o nas nie zapomni!
Co złego to nie my!
Jaka ładna para!
A niechaj sie pani szczęści!
Boże prowadź!
Niechby na żniwa ostała!
Ona coś im odkrzykuje, to to, to tamto, ręko pomachuje, śmieje sie. Dojeżdżamy do Dunajow, tu zeskakuje z fóry, gibka to ona jest, a w tej sukience to sie, choroba, przegibuje jeszcze bardziej. Całuje sie z cało rodzino, a z pietnaścioro ich stało: Dunaj, Dunaicha, chłopcy, dzieci, babka, Jozik z młodo żonko.
Nie chcemy nikogo innego, pani musi wrócić! dopominajo sie Dunaj. Pani jak nasza druga córka, popłakujo Dunaicha. A babka skrzeczo zza płota: Ładna para, ładna para.
Dowidzenia, dowidzenia! mówi ona, wskakuje zgrabnie boczkiem na siedzenie: Dziękuję za wszystko. Dowidzenia, nigdy was nie zapomnę!
A niech przyjedzie kiedy w odwiedki! zapraszajo.