Jakże u mnie, bronie sie, toż my same w mituś śpimy!
A uczycielka: W mituś? Co to takiego?
Dunaicha tłumaczo, że spanie w mituś to w przekładanke, jedne drugim nogami pod głowe, jak snopki, tak więcej mieści sie w łożku. Ale Dunaj od razu jo pocieszajo, że nie bedzie z nami w mituś spała: Toż u ciebie Kaziuk drugi pokoj jest! Pokoj pusty i łożko puste!
Puste, bo tam zimno, mowie, szyba wybita.
Nu to wstawisz!
Skąd szkło wezme?
Dobra, szkło bedzie, moja w tym głowa. Nima co, niechaj pani waliske składa, idziem do Kaziuka, cieszo sie Dunaj, dzieciak umar, Handzia wolniejsza, lepiej zadba, ugotuje!
Ja tylko do lata, panie Kazimierzu, powiada ona przymilnie, niech sie pan nie boi, gmina zapłaci za kwatere.
I wychodzo z Dunaicho zapiec. A Dunaj caps mnie za rękaw i tołkuje z bliska: człowieku sto złotych dostaniesz, sam by ja sie połakomił, ale chata już na klase oddana, a zapieco miejsca nimo.
Sto za rok, namyślam sie, czy to tak dużo?