Tak sie między nami ułożyło, że po szkole Ziutek wstępował najpierw do stodoły, opowiadał, co było: ja, usiadszy na przystronku194, papierosa pale, słucham. A czasem zamykali my dżwi i szli pód ściane, tam jaśniało ze szczelubinow między dylami195. Rozkładali my na paku, na deskach, ksiąszke, zeszyt, papiery i pisali. Ktoś z boku pomyślałby, że ojciec syna głupiego doucza, a było naodwrot: Ziutek mnie uczył. I tak to po kryjomu nauczył sie ja pisać a, be, ce, ale nijak nie mog pojąć, co to za As, Ala. Chłopiec mnie tołkuje, że As to pies, Ala dziewczynka. A ja patrze, patrze na te litery i nijak nie moge zobaczyć ni dziewczynki, ni psa. Jedna litera duża, szeroka, druga za nio mała jak haczyk. To ma być pies? Ty gadaj, że stog, a przy nim krzaczek, uwierze. Abo że koń, za nim pług, może uwierze. Że krowa, a za nio cielak!

Pies wygląda tak, mówie i rysuje coś w podobie naszej Muszki, Dunajowego Kruczka czy Mazurow Burka: głowa z uszami, wierzch, brzuch, cztery nogi, chwost zakręcony. Tak samo sprzeczalim sie o sad: dzie ty masz tu jabłonki, wiśni, gruszki? Sadek to sadek! I rysuje jemu drzewka z gruszkami, jabkami.

Aż przyłapał nas na tej szkole dziad od Grzegorychi: zaszed do stodoły reszoto196 pożyczyć, zmłociny miał czyścić, bo wiater od dżwiow wiał, najlepszy.

Pytam sie, czy dużo namłocił, mówi, że ze dwie kopy bedzie.

To widze niezabardzo wam idzie?

Ano, jeszcze wprawia sie człowiek. Za zime zmłóce.

O, to myślicie zimować w Taplarach? To może i posiejecie wdowie? A o przystępach197 czasem nie myślicie? U wdowy chleb gotowy.

A zechciałaby?

A czy to wam brakuje czego? Chłop z was widać silny nie tylko do cepa!

Odziany był po dziadosku: w Grzegorowych walonkach i nogawicach, w jego czapce i kożuszku, gruby, silny, nie wyglądał już na takiego, co ręke wyciągał. Przyglądam sie jemu i coś mnie nyje198, że skądś jego znam, twarz znajoma i to mocno. Ale skąd, skąd znajoma!