— Tak, ma pan krawat — małą muszkę — i rękawiczki. Chce pan być tym razem gapiowatym włóczęgą, nieprawdaż? Na to wskazuje także pomysł z kubkiem do picia.
— Proszę, niech pan i to opowie.
— Chaplin bierze kubek, który wisi na łańcuchu. Łańcuch układa się na jego brzuchu, Chaplinowi przychodzi na myśl, że to byłby wspaniały łańcuszek do zegarka; próbuje go oderwać od muru (patrz wyżej), podczas gdy pije. Nie udaje mu się, zrezygnowany idzie kołyszącym się krokiem do dziewczyny z kwiatami. Mała wyciąga...
— Zaraz, zaraz. Jest tam jeszcze coś w środku.
Chaplin spogląda ostro na Sinclaira i na mnie, pełen lęku, prawie błagalnie.
— Jest tam jeszcze coś.
Nie, absolutnie nie możemy sobie przypomnieć, żeby było coś w środku.
— Nadjeżdża przecież auto!
— Tak, nadjeżdża auto, jakiś pan wysiada i przechodzi koło Chaplina. Chaplin kłania się jak zwykle.
— A co robi auto?