— Uznaję was za winnego.
— Stałem właśnie na Lexington Avenue, kiedy przyszedł policjant z tą panią i zaprowadził mnie tu.
— Panie sędzio, ten człowiek prześladuje panienkę z naszego sklepu swymi propozycjami miłosnymi. Cały dzień sterczy przed wystawą, handlujemy konfekcją damską, i gapi się w okno. Nasze klientki to krępuje.
— Jeśli jeszcze raz zajrzycie do sklepu, dostaniecie trzydzieści dni.
— Zatrzymałem tego człowieka, bo wciąż zaczepiał przechodniów na Madison Square.
— Czy byliście karani?
— Nie, wielmożny panie.
— Uznaję was za winnego.