— Czy jest tu twój ojciec?
— To ja, panie sędzio. Jest tak, jak mówi mój syn.
— Jeśli chłopak jeszcze raz będzie choćby podejrzany o stłuczenie szyby, pójdzie na trzy lata do domu poprawczego. — (do oskarżonego) — Jesteś wolny.
— Sprzedawał zabawki na Dworcu Centralnym. Spytałem go o pozwolenie, odpowiedział, że na Boże Narodzenie nie trzeba pozwolenia.
— Uznaję was za winnego.
— Przychodzi przed godziną pijany do domu i rzuca we mnie garnkami. Posłałam córkę po policję.
— Nie, sir. Przychodzę właśnie po pracy do domu...
— Z pracy, ty kłamczuchu!