Sprawa szefa sztabu Redla

Z tajników szpiegostwa

Przedmowa autora

Rok przed wybuchem wojny światowej przymusowe samobójstwo szefa sztabu okręgu korpusu w Pradze, pułkownika Redla1 — i natychmiast po tym zdarzeniu ujawniona afera szpiegowska — wywołało bezprecedensowe poruszenie, zrozumiałe tym bardziej, iż ówczesna niepewna sytuacja polityczna w Europie oraz stanowisko i ranga płk. Redla w zupełności do tego uprawniały. Plotki, interpelacje, oskarżenia, podejrzenia i skojarzenia następowały szybko po sobie aż do zimy 1914, bowiem rozmieszczenie wojsk austro-węgierskich uważano za nieudane.

Od samego początku starano się przemilczeć kwestię rozkazu przymusowego samobójstwa i w ogóle całe zdarzenie, jednak nawet gdy się przekonano, że tej afery nie uda się zatuszować, nie przerwano milczenia i absolutnie nie podano do publicznej wiadomości, dla jakiego państwa płk Redl uprawiał szpiegostwo, co zdradził, gdzie wysłał tajne plany, ile pieniędzy za to otrzymał, kto w końcu wydał ten niesłychany rozkaz, by jakiś człowiek popełnił samobójstwo, kto czuwał nad jego wykonaniem i jakie wrażenie wywołała cała sprawa na dworze i w armii. Tak dalece starano się utajnić tę historię, iż o samym wykryciu przestępstwa i zdemaskowaniu sprawcy podawano informacje całkowicie sprzeczne wewnętrznie i mające na celu zatarcie śladów tego, co naprawdę się wydarzyło.

Pod adresem austriackiego sztabu generalnego (a w szczególności jego biura ewidencyjnego2) padały z rozmaitych stron poważne zarzuty dotyczące tego, jak było możliwe, by tak wysoki rangą oficer mógł tyle lat uprawiać szpiegostwo i dlaczego przez wydanie rozkazu popełnienia samobójstwa uniemożliwiono wyświetlenie tej sprawy — tak ważnej w kontekście politycznym, wojskowym i kryminalnym. W szczególności wymieniano szefa biura ewidencyjnego, Augusta Urbańskiego von Ostrymiecz3. Gdy więc w rok po ujawnieniu afery szpiegowskiej podano w gazetach wiadomość, że Urbański przeszedł w stan spoczynku, winę za skandal powszechnie przypisano biuru ewidencyjnemu. Generał Urbański mieszka obecnie w Grazu4 u babki swej żony, pani Reinighaus, której syn był poprzednim mężem obecnej żony marszałka Conrada5. Udałem się tam i zwróciłem się do niego z prośbą, by na podstawie zapisków biura ewidencyjnego przedstawił mi dokładny przebieg zdarzeń, wykazując w ten sposób niewinność biura, którego był szefem. Materiał uzyskałem na podstawie rozmów, aktów i wypowiedzi urzędników, zajmujących w tamtym czasie wpływowe stanowiska wojskowe lub policyjne. W szczególności otrzymałem informacje od generała Urbańskiego, a także od obecnego szefa sekcji w Pradze dr. Novaka, audytora wojskowego dr. Vorlicka, prokuratora Haberditza, pułkownika Emila Seeligera, audytora dr. Hansa Seligera i posła hrabiego Adalberta Sternberga6.

E.E. Kisch

*

Wobec niebezpieczeństwa wojny, które od czasu okupacji Bośni ustawicznie wisiało nad monarchią austro-węgierską, Urbański (który w roku 1909 objął kierownictwo biura ewidencyjnego) musiał starać się o powiększenie swojego pionu wywiadowczego. Za czasów jego poprzednika, generała von Giesla7, szefem wywiadu był Alfred Redl — wówczas w stopniu majora — któremu podlegała wszelka działalność szpiegowska czynna i bierna całej monarchii, to znaczy rozpoznanie sytuacji wojskowej państw ościennych i ochrona przed szpiegostwem ze strony obcych krajów na terytorium austro-węgierskim. Biuro z punktu widzenia kryminalistyki było dość nowocześnie zorganizowane; każdy tajny gość, nie wiedząc o tym, był fotografowany z profilu i en face, gdyż na dwóch obrazach wiszących na ścianach były małe otwory na aparaty fotograficzne, umieszczone w sąsiednim pokoju.

Równie łatwo można było zdobyć odciski palców każdego takiego człowieka, a zainteresowany nawet tego nie przeczuwał. Oficer telefonował, jednocześnie podając odwiedzającej go osobie pudełko papierosów lub cukierków, które było posypane specjalnym, niewidocznym proszkiem. W ten sam sposób postępował z zapalniczką i popielniczką. Jeśli gość nie przyjął ani papierosa, ani cukierków, urzędnik pod pierwszym lepszym pretekstem wychodził do drugiego pokoju. Człowiek, który przyszedł z zamiarem szpiegowania, z pewnością wziął do ręki jakiś akt, naumyślnie podłożony do teczki z napisem „tajne”, również pokrytej proszkiem.