29 kwietnia nastąpił wreszcie epilog całego tego prześladowania, dającego się wytłumaczyć jedynie patologicznie. Na wezwanie szefa sztabu generalnego przybyłem do niego jak codziennie z raportem. Z oznakami wielkiego wzburzenia marszałek Conrad powiedział, że ma mi przeczytać rozkaz arcyksięcia. Pismo to było następującej treści: «Doszedłem do przekonania, iż energia i praca umysłowa pułkownika Urbańskiego ucierpiała w ostatnich czasach tak bardzo, że nie może on pełnić nadal służby czynnej, należy zatem przeprowadzić zwolnienie tegoż». Znalazłem dość spokoju, by odpowiedzieć: «Mam nadzieję, iż w tej nierównej walce pozostanę tym szlachetniejszym». Nastąpił dalszy ciąg komedii — zawarłem kompromis z lekarzem. Byłem, dzięki Bogu, zupełnie zdrów i zgodziliśmy się na następujące orzeczenie: «Nerwowość średniego stopnia, która w ciągu pół roku ustąpi». Ten mądry osąd medyczny uznali również obaj lekarze z komisji, a następnie jej przewodniczący ogłosił konieczność urlopowania pułkownika Urbańskiego na pół roku, z odpowiednimi poborami. Tak zostało ustalone między mną, szefem sztabu generalnego i ministrem wojny, gdyż owe czasy nie nadawały się do prowadzenia otwartej wojny z nieugiętym następcą tronu i nie chciano stawiać na ostrzu noża kwestii zaufania. Nie pełniłem już więcej służby i likwidowałem sprawy osobiste, by ten czas, w którym miał się rozstrzygnąć mój los, spędzić w posiadłości mojej żony w Grazu. Nie było mi dane jednak zaznać spokoju. Wiadomość o moim nagłym odejściu rozeszła się szybko w Wiedniu. Prasa omawiała tę sprawę, posłowie obu krajów — zwłaszcza opozycja następcy trony — interpelowali w parlamencie, przeciwnicy i wysocy oficerowie dowiadywali się o przyczynach odejścia, a nawet pewien arcyksiążę zainteresował się tą sprawą. Na jego prośbę, by mu powiedzieć pełną prawdę o przyczynach mego usunięcia, starałem się unikać odpowiedzi i powołałem się na tajemnicę służbową, która mi zabrania o tym mówić. Na to arcyksiążę wyjaśnił, że nie pyta z ciekawości, i usłyszałem zdumiewające zdanie: «Panu jest może obojętne, czy będzie pan wkrótce nosił na czapce inicjały F. J. I.130 czy W. II131... Tak, tak, dla nas, Habsburgów, jest zupełnie jasne, że nasza władza opiera się na słabych podstawach, że naszym zapleczem jest jedynie nasza armia. Jeśli ta nie ma do nas pełnego zaufania, to jest z nami źle. Akty samowoli, które ustawicznie wiążą się z działaniami następcy tronu i które mają miejsce i w pańskiej sprawie, są właśnie tego rodzaju, że to zaufanie armii do dynastii zanika».
Zdawałem sobie doskonale sprawę, że na dworze istniał kierunek myślenia odmawiający następcy tronu zdolności do zajęcia stanowiska cesarza i rządzenia monarchią — moja sprawa miała się przyczynić do utwierdzenia tego mniemania.
Moja rozmowa z szefem kancelarii wojskowej cesarza, baronem Bolfrasem132, była bardzo poważna. Gdy akt urlopowania trafił w jego ręce, kazał mnie zawołać i przyjął mnie następującymi słowami: «Kochany Urbański, czy pan skradł srebrną łyżeczkę, że pana tak nagle wypędzają?». Kiedy opowiedziałem baronowi Bolfrasowi o prawdziwej przyczynie przeniesienia mnie w stan spoczynku, oświadczył kategorycznie, że nie przedłoży tego aktu cesarzowi. Cesarz pamięta mnie dobrze z racji mojej działalności w ostatnich latach. W roku 1908 byłem adjoint militaire d’Autriche-Hongrie133 w żandarmerii wojskowej Macedonii w Üsküb134, gdy wybuchła rewolucja w Turcji. Miałem uspokoić wzburzenie Serbii z powodu aneksji Bośni i Hercegowiny, a cesarz osobiście wysłuchał moich sprawozdań o przypuszczalnych skutkach tejże. Podczas następnych lat moje biuro podawało codziennie raporty o bieżących sprawach — wojnie bałkańskiej, ekspedycji w Trypolisie itd. — a raport ten musiał być zawsze już o czwartej rano w Schönbrunnie135, gdy cesarz zaczynał swe urzędowanie. Podczas mojej działalności w biurze zostało zdemaskowanych 2 rosyjskich attaché wojskowych poselstwa w Wiedniu. Za uprawianie szpiegostwa musieli opuścić Wiedeń. Byłem w łasce u cesarza, otrzymałem na święta 1913 order Leopolda136, odznaczenie dla pułkownika bardzo rzadkie, a w styczniu cesarz dał rozkaz, bym w ciągu roku został generałem. A teraz nagle przeniesienie w stan spoczynku... Cesarz na pewno będzie pytał o przyczyny. Jeśli mu się powie o bezprawiu następcy tronu wbrew opinii odpowiednich czynników, to może łatwo wyniknąć konflikt między cesarzem a arcyksięciem, ponieważ ich wzajemny stosunek jest bardzo naprężony — a obecny stan zdrowia cesarza nie pozwala na takie irytacje. Z tego powodu akt ten został w biurku barona Bolfrasa i leżał tam jeszcze niezałatwiony, gdy nastąpiła śmierć następcy tronu i moja sprawa przeszła w inne stadium. Szef sztabu generalnego opierał się już od długiego czasu odbyciu manewrów w Bośni i jeszcze hardziej uroczystemu wjazdowi arcyksięcia z żoną do Sarajewa, do mojego biura doszły bowiem wiadomości, że ze strony serbskiej planowany jest zamach. Mimo tego arcyksiążę dopiął swego i zrealizował podróż polityczną do Sarajewa. Szef sztabu musiał być obecny przy manewrach, ale nie chciał brać udziału w dalszej podróży politycznej, dlatego też wyjazd sztabu generalnego do Chorwacji został zaplanowany w taki sposób, aby wódz musiał opuścić następcę tronu zaraz po zakończeniu manewrów. W drodze do Liki137 doszła do niego wiadomość o zamachu w Sarajewie i rozkaz natychmiastowego powrotu do Wiednia. Zaraz po przyjeździe do stolicy zawiadomił mnie marszałek Hötzendorf, że moja sprawa wzięła inny obrót, w kilka dni później otrzymałem list z Ministerstwa Wojny z zawiadomieniem o trzymiesięcznym urlopie, abym się mógł uspokoić po przejściach. Wkrótce potem wybuchła wojna, poszedłem na front jako dowódca brygady i wnet potem otrzymałem dowództwo dywizji, którą już do końca prowadziłem”.
Na tym kończy się opowieść, której treścią jest obrona nie tylko jej autora, ale także całego sztabu. Ten tekst broni szefa przed oskarżeniem, że zmusił do samobójstwa swego podwładnego, lecz stara się także przedstawić w lepszym świetle zdrajcę-szpiega Redla, o którym Urbański wyraził się w rozmowie, że nie zdradził on żadnych bezpośrednich planów wojennych. Materiał jest dowodem stosunków panujących wówczas w sztabie generalnym, gdzie sztabowcy uważali się za najlepszych oficerów i słuchali tylko rozkazu jednego przełożonego (choćby rozkazywał śmierć). Nienawidzili piechoty, lekceważyli prawo, gdy szło o jednego ze swoich, nie dbali o następcę tronu i jego kancelarię wojskową, nie tolerowali żadnego wkroczenia w ich sprawy wewnętrzne. Sztab był zawsze potężniejszy od następcy tronu. Nawet międzynarodowy skandal związany z aferą Redla nie pozwolił arcyksięciu Franciszkowi Ferdynandowi wkroczyć w celu usunięcia pułkownika Urbańskiego. Przeciwnie, mimo wielkich starań oficer ten otrzymał order Leopolda i został wyznaczony do listy generalskiej. Akt spensjonowania go nie został przedłożony cesarzowi do podpisu, a jest wręcz demonstracją, jak szybko po śmierci arcyksięcia dokument ten w ogóle wycofano. Główna przyczyna zatargu arcyksięcia z Urbańskim leżała w tym, że walczył tu wpływ arcyksięcia z wpływem sztabu generalnego, duma arcyksięcia z dumą sztabu. Sztab nie dopuszczał, by którykolwiek z jego członków stanął przed sądem — żaden sędzia nie mógł skazać sztabowca i stąd samobójstwo Redla.
Redl wiedział z pewnością o wszystkich najważniejszych zarządzeniach i przygotowaniach wojennych, gdyż koledzy nie mieli przed sobą tajemnic. A zdradzić musiał Redl wszystko, czego od niego żądano, nawet jeśli nie czyniłby tego z powodu żądzy otrzymania pieniędzy. Był szefem austro-węgierskiego sztabu i szpiegiem rosyjsko-włosko-serbskim — jednym słowem można go było zmusić do wszystkiego.
Choć sprawa Redla może wydawać się wyjątkowa, zawsze będzie się w jakiejś formie powtarzać. Albowiem to same państwa są sprawcami zbrodni i to one karzą śmiercią przez powieszenie czy też wygnanie na Wyspę Diabelską138 lub rozkazem popełnienia samobójstwa.
Przypisy:
1. Redl, Alfred (1864–1913) — pułkownik sztabu generalnego armii Austro-Węgier, jeden z najsłynniejszych szpiegów przed I wojną światową. [przypis edytorski]
2. biuro ewidencyjne — tu: austro-węgierska służba wywiadu wojskowego, dyrekcja wywiadu wojskowego podległa sztabowi generalnemu. [przypis edytorski]
3. Urbański von Ostrymiecz, August (1866–1950) — przed I wojną światową austro-węgierski oficer i szef wywiadu wojskowego, szef biura ewidencyjnego w latach 1909–1914. [przypis edytorski]