— Tak mi właśnie mówiła Nancy, poczciwa dusza! Przewietrzyła wszystkie pokoje, posprzątała i poukładała, aby w mieszkaniu było jak najprzyjemniej. Oczywiście ogród też wygląda całkiem przyzwoicie, bo stary Tomasz przez cały czas go nie zaniedbywał. Ale to wszystko jest bardzo przykre i bardzo mnie boli.
Zaległa znowu dłuższa cisza, którą i tym razem przerwał John Pendleton:
— Ktoś powinien ich oczekiwać.
— I na pewno będzie.
— Wybierasz się na stację?
— Owszem.
— Więc orientujesz się, którym pociągiem przyjadą?
— Ach, nie. Nawet Nancy tego nie wie.
— To jak zamierzasz to zrobić?
— Będę wychodził od rana na każdy pociąg, aż wreszcie trafię — zaśmiał się trochę nieszczerze młodzieniec. — Tymoteusz wybiera się także familijnym powozem. Przecież nie tak dużo pociągów tu się zatrzymuje, więc jakoś damy sobie radę.