— Ciociu, czy mogę światło zapalić? — zapytała swobodnie.

— Ach, sądzę, że tak.

— Czyż Nancy nie jest kochana, że nam wszystko tak ślicznie urządziła?

Nie było odpowiedzi.

— Gdzież ona znalazła tyle pięknych kwiatów? Ustawiła je we wszystkich pokojach, nawet w obydwu pokojach sypialnych.

Znowu nie było odpowiedzi.

Pollyanna westchnęła głęboko i zaniepokojona spojrzała na zatroskaną twarz ciotki. Po chwili zagadnęła znowu, siląc się na wesołość:

— Widziałam starego Tomasza w ogrodzie. Strasznie jest biedny, bo reumatyzm dokucza mu coraz bardziej. Pochylił się prawie do ziemi. Zapytywał szczególnie o ciebie i...

Pani Chilton przerwała jej nagle ostro:

— Co my będziemy robiły, Pollyanno?