— Nic strasznego, ciociu — uśmiechała się Pollyanna. — Przecież to Carewowie przyjeżdżają do domu Harringtonów!
Lecz panią Chilton nie tak łatwo było przekonać. Wzdychała tylko jeszcze głośniej i ocierała łzy, toteż Pollyanna postanowiła nie perswadować25 jej nic dłużej, lecz wrócić do przerwanej roboty, pozostawiając ciotkę własnemu losowi.
Oznaczonego dnia Pollyanna z Tymoteuszem (który był teraz właścicielem koni Harringtonów) pojechała na stację na popołudniowy pociąg. Do tej chwili serce jej przepojone było najzupełniejszą równowagą i szczerą radością, lecz wraz z głośnym gwizdem lokomotywy doznała uczucia nagłego zwątpienia, onieśmielenia i bojaźni. Uświadomiła sobie nagle, że przecież ona, Pollyanna, tak zupełnie sama nie da sobie z tym wszystkim rady. Przypomniała sobie bogactwo pani Carew, jej stanowisko społeczne i kapryśne usposobienie. Uświadomiła sobie również, że za chwilę ujrzy przed sobą nowego, wysokiego, dorosłego Jamiego, zupełnie niepodobnego do tamtego chłopca, którego kiedyś znała.
Przez jeden krótki moment myślała tylko o tym, żeby się z tego wszystkiego wycofać, dokądś jak najprędzej uciec.
— Tymoteuszu, mnie jest niedobrze. Źle się czuję. Powiem im, żeby... żeby nie przyjeżdżali — wyszeptała, jakby szykując się do ucieczki.
— Panienko! — zawołał przerażony Tymoteusz.
Jedno spojrzenie na zalęknioną twarz Tymoteusza wystarczyło. Pollyanna zaśmiała się, wzruszając swobodnie ramionami.
— Nic. Już wszystko w porządku! Ja oczywiście tylko żartowałam, Tymoteuszu. Zobaczcie, prędko! Już są prawie tutaj — niecierpliwiła się i pobiegła w stronę peronu, już zupełnie opanowana.
Poznała ich od razu. Jeżeli nawet miała przez chwilę jakieś wątpliwości, to upewniły ją natychmiast kule, na których opierał się wysoki, ciemnooki młodzieniec.
Nastała krótka chwila gorączkowych uścisków dłoni, niezrozumiałych okrzyków, po czym w niewytłumaczony sposób Pollyanna znalazła się w powozie przy boku pani Carew, mając naprzeciw Jamiego i Sadie Dean. Teraz dopiero nadarzyła się okazja dokładnego przyjrzenia się przyjaciołom i dostrzeżenia tych wszystkich zmian, jakie w ciągu sześciu lat zaszły.