To, że Jimmy i pan Pendleton od pierwszej chwili oczarowani zostali pięknością i urokiem pani Carew, nie było dla Pollyanny wcale niespodzianką, lecz dziwny błysk w oczach pani Carew na widok Jimmy’ego zadziwił Pollyannę niezmiernie. Pani Carew tak jakoś patrzyła na młodzieńca, jakby go znała kiedyś i jakby go sobie teraz przypominała.

— Czy nie widziałam już pana kiedyś, panie Pendleton? — zapytała w pewnej chwili.

Szczere spojrzenie Jimmy zatonęło na chwilę z prawdziwym zachwytem w wyrazistych oczach uroczej kobiety.

— Myślę, że nie — uśmiechnął się do niej. — Jestem pewien, żeśmy się nigdy dotąd nie spotkali. Pamiętałbym na pewno, gdybym panią choć raz jeden w życiu widział — skłonił się.

Wypowiedział to z takim przejęciem, że wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem, a John Pendleton zażartował.

— Ślicznie potrafisz kokietować niewiasty, mój synu. Nawet ja bym tak nie umiał.

Pani Carew zarumieniła się lekko, przyłączając się do ogólnej wesołości.

— Nie, naprawdę — zawołała. — Żarty na bok, dziwnie znajoma wydała mi się pańska twarz. Przypuszczam, że musiałam pana jednak gdzieś widzieć, jeżeli już nawet nie znaliśmy się osobiście.

— Możliwe, że to było w Bostonie — podchwyciła Pollyanna — bo Jimmy studiuje tam na politechnice. Ma zamiar kiedyś budować mosty i tamy, to znaczy wówczas, jak już będzie zupełnie dorosły — zakończyła żartobliwie, podnosząc roześmiane oczy na wysokiego młodzieńca, stojącego jeszcze ciągle przed panią Carew.

Wszyscy się znowu roześmieli — wszyscy, oprócz Jamiego. Jedynie Sadie Dean zauważyła, że Jamie zamiast śmiać się, przymknął oczy, jakby nie chcąc patrzeć na coś, co sprawiało mu przykrość. Również tylko Sadie Dean zorientowała się, że temat rozmowy nagle został zmieniony, bo przecież to ona właśnie postarała się o to. Sadie była także tą osobą, która dokładała wszelkich starań, aby jak najczęściej rozmawiano o książkach, kwiatach, zwierzętach i ptakach, które Jamie tak dobrze znał i rozumiał, zamiast o tamach i mostach, których Jamie i tak nigdy nie będzie mógł budować. Że to wszystko było zasługą Sadie, nikt się jednak nie orientował, a najmniej zdawał sobie z tego sprawę Jamie, choć o niego to właśnie chodziło.