— Właśnie o to chodzi! — zawołała Pollyanna — klaszcząc w dłonie — Cieszę się ogromnie, że to zobaczylam! Wyraźnie mówią, że i ja powinnam spróbować. Myślę, że potrafię. Powiem zaraz o tym cioci, żeby się biedaczka nie martwiła.
Kierowała się już ku drzwiom, lecz w ostatniej chwili przystanęła.
— A jeżeli mi się nie uda? Przecież lepiej później sprawić jej niespodziankę, a jak zdobędę pierwszą nagrodę...
Tej nocy, leżąc już w łóżku, układała plany, co zrobi z trzema tysiącami dolarów.
Nowelę zaczęła pisać nazajutrz. Dokładnie mówiąc, przygotowała sobie arkusz papieru, zatemperowała pół tuzina ołówków i usadowiła się przy staromodnym biurku Harringtonów w bawialni. Złamawszy dwa ołówki, napisała trzy słowa na papierze, który położyła przed sobą. W pewnej chwili głęboko westchnęła i odłożywszy trzeci połamany ołówek, sięgnęła po czwarty, zielony, który zatemperowany był najlepiej. Nagle zmarszczyła brwi.
— O Boże! Skąd oni właściwie biorą te tytuły? — szepnęła z rozpaczą. — Może lepiej wpierw napisać nowelę, a później dopiero znaleźć tytuł. Stanowczo trzeba tak zrobić. — Przekreśliła grubą kreską trzy napisane wyrazy, szykując się do rozpoczęcia noweli.
Początek jednak nie był taki łatwy. Napisane zdania okazały się mało przejrzyste i po upływie pół godziny cały arkusz papieru był prawie zupełnie pokreślony z wyjątkiem kilku pozostałych wyrazów.
W tym momencie ciotka Polly weszła do pokoju, kierując spojrzenie zmęczonych oczu na siostrzenicę.
— Pollyanno, co ty tam robisz? — zapytała.
Pollyanna zaśmiała się, czerwieniąc się mimo woli.