— Jak to, sądziłam, że wybiera się z nami na przyjęcie do dziewcząt! — zawołała.
— I ja tak myślałem — zmarszczył brwi Jamie. — Wytłumaczył mi jednak, że musi nagle wyjechać i że przyszedł tylko po to, aby panią przeprosić. Prawie bez pożegnania wyszedł. Właściwie — oczy Jamiego zapałały w tej chwili — nie wiem, co o tym myśleć, ale podejrzewam... Daje mi to wiele do myślenia. — Zapomniał jednak natychmiast o Jimmym i Pollyannie i położył przed panią Carew dwa listy, które mu przyniosła poranna poczta.
— Ach, Jamie! — zawołała pani Carew wzruszona po przeczytaniu listów. — Jaka ja jestem z ciebie dumna! — Oczy jej nabiegły łzami, gdy spojrzała na rozradowaną twarz swego wychowańca.
Rozdział XXIX. Jimmy i John
Na małej stacyjce w Beldingsville wysiadł tej samej soboty wieczorem wysoki młodzieniec o twarzy smutnej, lecz spokojnej. Twarz młodzieńca była jeszcze bardziej blada i smutna, gdy nazajutrz rano szedł wiejską uliczką w stronę dworku Harringtonów. Dostrzegłszy z daleka tak dobrze znajomą twarzyczkę, otoczoną puklami jasnych włosów i znikającą wewnątrz altany, młodzieniec minął frontowe wejście i przez ogród ruszył śpiesznym krokiem, kierując się w stronę właścicielki tej uroczej twarzyczki.
— Jimmy! — zawołała Pollyanna, patrząc nań rozradowanym wzrokiem. — Skąd się tutaj wziąłeś?
— Z Bostonu. Przyjechałem wczoraj wieczorem. Chciałem się z tobą zobaczyć, Pollyanno.
— Zobaczyć? Ze mną? — Pollyanna z trudem opanowywała się w tej chwili. Jimmy był taki wysoki, silny i „kochany”, gdy stał tak w drzwiach altany letniej, że lękała się, iż gotów wyczytać w jej oczach ten pełen uwielbienia zachwyt.
— Tak, Pollyanno. Chciałem... to znaczy myślałem... sądziłem, ale bałem się... Ach, dajmy temu spokój, Pollyanno. Nie umiem się jakoś wysłowić. Przystąpię od razu do rzeczy. Widzisz, jest tak, że dotychczas stałem na uboczu, ale teraz nie mam najmniejszej ochoty. Mam już dosyć tej ciągłej niepewności. Przecież on nie jest taki chory, jak Jamie. Ma zdrowe ręce i nogi tak samo, jak ja i jeżeli ma coś zdobywać, to niech zdobywa walką. Uważam, że ja mam takie same prawa!
Pollyanna była szczerze zdziwiona.