— Wuju Johnie, czy pamiętasz tę kopertę, którą mi zostawił ojciec? — zapytał młodzieniec.

— Naturalnie. A co się stało, synu? — Na twarzy Johna Pendletona odmalowało się zdziwienie, gdy spojrzał na swego wychowanka.

— Tę kopertę trzeba otworzyć, sir.

— Więc nie dotrzymasz warunków?

— Nie mam na to żadnej rady. Muszę ją otworzyć, i to wszystko. Czy zechcesz to uczynić dla mnie?

— Tak, naturalnie, mój chłopcze, jeżeli się upierasz, ale... — umilkł bezradnie.

— Wuju Johnie, domyślasz się chyba, że kocham Pollyannę. Powiedziałem jej o tym, prosząc, żeby została moją żoną i oczywiście zgodziła się. — Opiekun wydał okrzyk zdziwienia, słuchając wyjaśnień młodzieńca. — Dzisiaj powiedziała mi, że nie może wyjść za mnie za mąż, bo pani Chilton się na to nie zgadza. Po prostu nie chce mieć takiego siostrzeńca.

— Ma coś przeciwko tobie? — oczy Johna Pendletona zapałały gniewem.

— Tak. Dowiedziałem się dlaczego, bo Pollyanna prosiła mnie, abym dowiedział się czegoś o moim ojcu i o moich krewnych.

— Do diabła! Myślałem, że Polly Chilton ma więcej rozumu, ale to właściwie do niej podobne. Harringtonowie zawsze byli dumni ze swego pochodzenia — zawołał niechętnie pan Pendleton. — No i co będzie?