Chłopiec potrząsnął głową.
— To niemożliwe, bo i tak nie mógłbym do niego jechać. To musi bardzo dużo kosztować, więc trzeba się pogodzić z myślą, że nigdy już chodzić nie będę. Ale mniejsza o to — niecierpliwie odrzucił w tył głowę. — Staram się w ogóle o tym nie myśleć. Wiesz przecież, do czego takie myślenie doprowadza.
— Tak, tak, naturalnie i niepotrzebnie o tym mówię — zawołała Pollyanna, odczuwając żal do samej siebie. — Najważniejsze jest to, że potrafisz grać w moją grę lepiej ode mnie. Ale mów dalej. Nie odpowiedziałeś mi jeszcze nawet na połowę pytań. Gdzie mieszkasz i czy Jerry jest twoim jedynym bratem?
Nagła zmiana pojawiła się na twarzy chłopca. Oczy mu zabłysły.
— Tak, chociaż zasadniczo to nie jest mój brat. Nie jest nawet moim krewnym, tak samo zresztą jak i mamcia. I pomyśl tylko, jacy oni są dla mnie dobrzy!
— Co to znaczy? — zapytała Pollyanna, nie wierząc własnym uszom — więc ta... ta twoja mamcia nie jest twoją matką?
— Nie, i właśnie dlatego...
— A ty w ogóle nie masz matki? — przerwała Pollyanna z wzrastającym podnieceniem.
— Nie, matki w ogóle nie pamiętam, a ojciec umarł sześć lat temu.
— Ile ty wtedy miałeś lat?