— A jak się nazywasz?
— Nie wiem.
— To nie jest pani syn? — po raz pierwszy pani Carew zwróciła się do bladej kobiety, stojącej wciąż przy łóżku.
— Nie, łaskawa pani.
— I nie zna pani jego nazwiska?
— Nie, łaskawa pani. Nigdy go nie znałam.
Z wyrazem rozpaczy pani Carew zwróciła się znowu do chłopca.
— Ale pomyśl, pomyśl... nie przypominasz sobie, jak się nazywałeś, Jamie?
Chłopiec potrząsnął przecząco głową. W oczach jego pojawiło się zdziwienie.
— Nie, nic zupełnie.