Rozdział XVI. Zupełnie jak w powieści
Tym razem pan Pendleton przywitał Pollyannę z uśmiechem.
— Mam wrażenie, Pollyanno, że jesteś osóbką, która łatwo przebacza, gdyż w przeciwnym razie nie odwiedziłabyś mnie dziś!
— Ależ, proszę pana, bardzo mi przyjemnie odwiedzać pana i nie widzę przyczyny, dla której miałabym nie przyjść.
— Po prostu dlatego, że byłem bardzo nieprzyjemny i ostatnim razem, i wtedy, gdyś mnie znalazła ze złamaną nogą w lasku! Następnie, o ile sobie przypominam, nawet nie podziękowałem ci za okazaną pomoc. A teraz widzisz, iż mam słuszność, mówiąc, że łatwo przebaczasz, gdyż przychodzisz do mnie pomimo mej niewdzięczności!
— Ach, nie! Ja się tak ucieszyłam, gdy pana wtedy znalazłam... To znaczy nie z tego, że pan złamał nogę, tylko że mogłam panu dopomóc!
Pan Pendleton uśmiechnął się.
— Rozumiem, rozumiem — odpowiedział — ale twój języczek jest zawsze prędszy od ciebie. W każdym razie dziękuję ci bardzo i oświadczam, że jesteś dzielną dziewczynką. Dziękuję również za galaretkę.
— A czy smakowała panu? — z ciekawością zapytała Pollyanna.
— Bardzo! Przypuszczam jednak, że dziś mi jej nie przyniosłaś! Nieprawdaż? — zapytał z nieco dziwnym uśmiechem.