— Tak i bała się, żeby czasem nie pomyślał, że to ona...
— Tak... teraz już wszystko jasne — westchnęła głęboko Nancy. — Posłuchaj! Otóż pan Pendleton był narzeczonym panny Polly! — dodała z przekonaniem.
— Ależ, Nancy, to niemożliwe! Ona go nie lubi!
Nancy uśmiechnęła się.
— Pewnie, że nie lubi: bo oni przecież poróżnili się17!
Ponieważ jednak Pollyanna patrzyła wciąż niedowierzająco, Nancy zaczęła opowiadać jej całą historię.
— Otóż było to tak: jeszcze przed twoim przyjazdem opowiadał mi pewnego razu Tomasz, że panna Polly miała narzeczonego. Nie chciałam wierzyć, ale Tomasz zapewnił mnie, że pan ten mieszka w naszym mieście. A teraz wiem już, że jest to właśnie pan Pendleton! Bo czy nie stroni od ludzi i czy nie zamknął się samotnie w swoim domu, nie dopuszczając nikogo do siebie? Czy obojętnie przyjął wiadomość, że jesteś siostrzenicą panny Polly? Czyż nie powiedział ci, że przypominasz mu coś, co pragnąłby zapomnieć? Jasne przecież, że chodzi tu o pannę Polly! A jej niechęć, by posłać mu galaretkę? Wszystko to jest tak oczywiste, jak to, że w tej chwili mówimy ze sobą!
Pollyanna ze zdumieniem szeroko otworzyła oczęta.
— Ależ Nancy! Gdyby byli narzeczonymi, to by się już dawno pogodzili!
— Ty się na tym nie znasz — odpowiedziała z lekką pogardą w głosie Nancy — jesteś jeszcze za mała! To tylko wiedz, że jeśli są na świecie ludzie, którzy nie potrafiliby „grać w zadowolenie”, to na pewno poróżnieni ze sobą narzeczeni!