— Pollyanno — krzyknęła nagle Nancy, jakby jej jakaś szczęśliwa myśl przyszła do głowy. — Czy nie byłoby nadzwyczajne, gdybyś nauczyła ich twojej gry w zadowolenie tak, żeby się w końcu pogodzili i pobrali? Jakby się wszyscy dziwili! Tylko że to ci się nie uda!
Pollyanna nic nie odpowiedziała, ale gdy wieczorem wracała do swego pokoju, była bardzo zamyślona.
Rozdział XVII. Widma słoneczne
Podczas upalnych dni sierpniowych Pollyanna dość często odwiedzała pana Pendletona.
Wizyty te nie zawsze były jednakowo miłe. Nie dlatego, żeby chory ich nie chciał, bo często po nią posyłał, lecz Pollyannie zdawało się, że jej obecność nie za każdym razem wpływała dodatnio na zmianę humoru chorego. Rozmawiał z nią, pokazywał jej różne osobliwości, książki, obrazy, lecz widocznie drażniło go przymusowe niedołęstwo i bezczynność, oraz „porządki” wprowadzane w jego domu przez zajmujące się nim teraz osoby, najwyraźniej niepodzielające jego wizji ładu w najbliższym otoczeniu.
Lubił jednak szczebiot Pollyanny, a dziewczynka, instynktownie to odczuwając, szczebiotała przez cały czas swoich wizyt.
Lubiła rozmawiać z nim, ale nigdy nie była pewna, czy spojrzawszy na niego, nie zobaczy zmęczonego, smutnego wzroku, który ją tak niepokoił. I bała się, że może to ona właśnie jakimś nieostrożnym słowem wywoła na jego twarzy ten smutek.
Jakoś nie miała dotąd okazji mówić mu o grze w zadowolenie. Parę razy, co prawda, zaczynała, lecz pan Pendleton natychmiast zmieniał temat rozmowy.
Pollyanna już nie wątpiła teraz, że pan Pendleton był kiedyś narzeczonym panny Polly i całą siłą swego szczerego i kochającego serduszka chciała wnieść w samotne życie obojga choć odrobinę szczęścia.
Gdy próbowała mówić z panem Pendletonem o ciotce, słuchał jej, czasem spokojnie, czasem niecierpliwie, zwykle z lekkim, drwiącym uśmiechem na zaciśniętych wargach. Gdy zaś mówiła, a raczej usiłowała mówić o panu Pendletonie z ciotką, panna Polly zazwyczaj słuchała niedługo i zawsze wynajdywała jakiś inny temat do rozmowy. To samo robiła jednak, gdy Pollyanna zaczynała czasem mówić o innych osobach, jak na przykład o doktorze Chiltonie. Lecz Pollyanna tłumaczyła to sobie tym, iż pannie Polly wciąż jeszcze było przykro, że doktor Chilton zobaczył ją wówczas ustrojoną w szal i z różą we włosach.