Stosunek panny Polly do doktora Chiltona był jednakże wyjątkowo nieprzychylny, co mogła skonstatować18 Pollyanna, gdy pewnego razu przeziębienie i silny katar zmusiły ją do pozostania w domu.

— Jeśli do wieczora nie będzie ci lepiej, wezwę lekarza — oświadczyła panna Polly.

— Naprawdę? Ach, jak to dobrze! Spodziewam się, że nie będzie mi lepiej — odpowiedziała zachrypniętym głosem Pollyanna. — Tak bardzo chciałabym, żeby doktor Chilton mnie odwiedził!

Zdziwił ją jednak wzrok, jakim panna Polly na nią spojrzała.

— Doktor Chilton do ciebie nie przyjdzie, Pollyanno — powiedziała oschle panna Polly. — Doktor Chilton nie jest naszym domowym lekarzem. Jeśli nie będzie ci lepiej, wezwę doktora Warrena!

Jednak stan zdrowia Pollyanny nie pogorszył się i doktor Warren nie został wezwany.

— Zresztą bardzo się z tego cieszę, — mówiła tego wieczoru Pollyanna do ciotki. — Naturalnie, doktor Warren jest też bardzo miły, lecz wolałabym doktora Chiltona i bałabym się, żeby się nie obraził, gdyby ciocia wezwała kogo innego! Naprawdę nie trzeba ganić go za to, że wtedy zobaczył ciocię tak ładnie ubraną — dodała filuternie.

— Dosyć, Pollyanno! Wcale nie mam zamiaru rozprawiać z tobą o doktorze Chiltonie — przerwała panna Polly stanowczym głosem.

Pollyanna przez chwilę patrzyła na nią zaciekawionym, lecz smutnym wzrokiem, potem westchnęła:

— Bardzo cioci do twarzy tak jak teraz, z zaróżowionymi policzkami! Tak chciałabym kiedyś znów ciocię uczesać!