— Pollyanno, co ty wygadujesz? — przerwał pan Pendleton z wyrzutem w głosie.
— Pytam tylko, gdzie będziemy mieszkały — odpowiedziała zdziwiona dziewczynka — przecież pan powiedział wyraźnie, że przez szereg lat pragnął posiadać rękę i serce cioci Polly, aby stworzyć ognisko domowe i...
Okrzyk przerażenia wydarł się z ust pana Pendletona. Podniósł rękę, zaczął coś mówić, lecz po chwili umilkł, a podniesiona ręka opadła bezwładnie na łóżko.
W tej chwili weszła służąca, meldując przybycie doktora Chiltona.
Gdy Pollyanna podniosła się z krzesła z zamiarem odejścia, pan Pendleton gorączkowo odwrócił się do niej.
— Pollyanno, na Boga, nie mów nikomu, o co cię prosiłem — wyszeptał błagalnie.
Pollyanna z promienną twarzyczką odrzekła:
— Pewnie! Ja się od razu domyśliłam, że pan woli to sam powiedzieć!
Pan Pendleton bezwładnie opadł na poduszki.
— Co się stało? — pytał po chwili doktor Chilton, badając przyśpieszony puls swego pacjenta.