Zagadkowy uśmiech przebiegł po twarzy chorego.
— Zdaje mi się, że przyjąłem za wielką dozę pańskiego lekarstwa — zaśmiał się w odpowiedzi, widząc wzrok doktora goniący za odchodzącą Pollyanną.
Rozdział XIX. Coś jeszcze bardziej zdumiewającego
Następnego dnia była niedziela. W ten dzień Pollyanna zwykle rano chodziła do kościoła, a potem do szkoły niedzielnej. Po południu zaś odbywała z Nancy dłuższe spacery. Na dziś był również projektowany ładny spacer w okolice, lecz wracając ze szkoły, Pollyanna niespodziewanie zobaczyła doktora Chiltona, który dopędzał ją w swym powozie.
Gdy ją ujrzał, zatrzymał konie.
— Pozwól, że cię odwiozę do domu — rzekł. — Chciałbym z tobą pomówić. Właśnie szukałem cię — mówił dalej, gdy Pollyanna zajęła miejsce w powozie — ponieważ pan Pendleton polecił mi prosić cię, abyś koniecznie odwiedziła go dziś po południu. Mówił mi, że chodzi o coś bardzo ważnego.
Pollyanna zgodziła się radośnie.
— O, tak, wiem! Przyjdę na pewno!
Doktor spojrzał na nią ze zdziwieniem.
— Tylko nie jestem pewien, czy mam ci pozwolić iść! Zdawało mi się, że wczoraj podziałałaś na chorego bardziej podrażniająco niż uspokajająco, moja panno!