— Ale co się stało? Dlaczego nie mogę się podnieść?
Panna Polly skierowała pytający wzrok na pielęgniarkę, która stała przy oknie, niewidzialna dla Pollyanny. Ta kiwnęła twierdząco głową, a wtedy panna Polly odpowiedziała:
— Wczoraj wieczorem zranił cię samochód. Ale nie myśl o tym, dziecinko. Trzeba, żebyś dobrze wypoczęła!
— Zranił mnie? A tak, biegłam wtedy...
Oczy Pollyanny wyrażały zaniepokojenie; podniosła rękę do głowy.
— Jest zabandażowana i boli mnie trochę!
— To nic, kochanie, trzeba być spokojną i tylko dobrze wypocząć!
— Ale, ciociu, ja się tak jakoś dziwnie czuję i tak niedobrze — mówiła znów Pollyanna. — Nogi mam jakieś dziwne, jakby nie należały do mnie!
Panna Polly nic nie odpowiedziała, lecz rzuciwszy zrozpaczony wzrok w stronę pielęgniarki, odeszła do okna.
— Pozwól, że teraz ja ci coś powiem — zaczęła pielęgniarka wesołym głosem. — Najwyższy czas, żebyśmy się poznały. Więc ci się przedstawię: nazywam się Hunt i jestem tu, by pomagać twej cioci pielęgnować cię. A pierwsza rzecz, jaką powinnaś zrobić, aby mi sprawić przyjemność, to przełknąć te małe, białe pigułki.