— A jakże to się stało? Kto... kto?...

I stary ogrodnik zacisnął pięści, a twarz jego przybrała zły wyraz.

— Ach, ja bym sama chciała to wiedzieć! I pomyśleć tylko, że omal nie zmiażdżono zupełnie naszego aniołka! Zawsze nienawidziłam tych ryczących maszyn!

— Czy ma jakieś rany? — rozpytywał wciąż stary Tomasz.

— Owszem, ma małą rankę na głowie, ale panna Polly powiedziała, że to nic, tylko że musiało być jakieś wstrząśnienie wewnętrzne. Nie mogę się doczekać, aż doktor wyjdzie. Tak strasznie się niepokoję! Wolałabym zamiast tego najgorsze pranie! — dodała, odchodząc.

Ale i po wyjściu doktora Nancy nie mogła powiedzieć Tomaszowi nic nowego. Wewnątrz nie było nic złamanego, a mała rana na głowie była bez znaczenia. Jednakże doktor, wychodząc od chorej, miał wyraz twarzy bardzo poważny i powiedział, że dopiero czas pokaże, co to jest.

Po jego odjeździe panna Polly, zdawało się, była jeszcze bardziej blada i bardziej niż przedtem zaniepokojona. Chora nie odzyskała jeszcze przytomności, ale wyglądała tak, jakby spała. Na noc miała przyjść pielęgniarka. To było wszystko, czego się dowiedziała Nancy.

Dopiero na drugi dzień po południu Pollyanna otworzyła oczy i z pełną świadomością obejrzała się dokoła.

— Ach, ciociu Polly — zawołała — co to? Już tak późno? Dlaczego jeszcze jestem w łóżku? Co to jest, ciociu? Nie mogę wstać? — dodała, opadając na poduszki po zrobieniu wysiłku, aby się podnieść.

— Nic, nic, jeszcze teraz nie próbuj, kochanie — mówiła, prawie płacząc, panna Polly.