— Robimy wszystko, co się da! Specjalista przepisał różne lekarstwa, które, ewentualnie, mogą polepszyć stan chorej, lecz nie zostawił żadnej nadziei. Doktor Warren na razie zastosowuje się ściśle do jego wskazówek.

Pan Pendleton wstał i pomimo że dopiero co przyszedł, skierował się ku wyjściu. Był blady i wargi mu drżały; doszedłszy do drzwi, odwrócił się i spojrzał na pannę Polly.

— Mam wiadomość dla Pollyanny — rzekł. — Zechce pani powiedzieć jej, że widziałem Jimmy’ego i że zostanie on wkrótce moim małym chłopcem! Sądzę, że Pollyanna ucieszy się z tej nowiny. Prawdopodobnie adoptuję Jimmy’ego.

Panna Polly straciła na chwilę panowanie nad sobą.

— Jak to? Pan chce adoptować tego chłopca? — zawołała.

— Przypuszczam, że Pollyanna to zrozumie — odparł łagodnie. — Niech jej pani powie, że mam nadzieję, iż ją tym ucieszę!

— No... tak... powiem — odpowiedziała machinalnie panna Polly.

— Dziękuję — rzekł pan Pendleton i pośpiesznie wyszedł z pokoju.

Panna Polly stała wciąż nieruchomo i nie mogła dojść do siebie. Po prostu nie wierzyła własnym uszom! Więc pan Pendleton adoptuje Jimmy’ego! Pan Pendleton! Ten bogacz mrukliwy, uważany powszechnie za największego egoistę i skąpca — adoptuje chłopca! I to jakiego!

Po chwili jednak panna Polly, jeszcze nie całkiem przyszedłszy do siebie, udała się do pokoju Pollyanny.