Wtedy kobieta zaczęła opowiadać, że mieszka na krańcu miasta, jest bardzo biedna i ma dużą rodzinę. Pollyanna od czasu do czasu zaglądała do małego domku i bawiła się z dziećmi. Nauczyła ich wszystkich cudownej gry i teraz w małym domku panuje radość i zadowolenie. Przyszła, by podziękować jej za to dobrodziejstwo!
Opowiadanie biednej kobiety rozbroiło pannę Polly, która pożegnała wychodzącą bardzo uprzejmie, obiecując powiedzieć wszystko Pollyannie.
Lecz gdy tylko kobieta wyszła, panna Polly zawołała Nancy.
Nancy trochę się przestraszyła, bo od dnia wypadku panna Polly po raz pierwszy wołała ją takim oschłym i surowym tonem.
— Nancy, proszę mi wytłumaczyć, co to jest za jakaś niesamowita gra i jak moja siostrzenica w nią grała? Dlaczego wszyscy, począwszy od pani Snow, a kończąc na tej biednej kobiecie z przedmieścia, proszą, abym powiedziała Pollyannie, że grają w jakąś grę? O ile mogę wywnioskować, każdy z nich jest z czegoś zadowolony, cieszy się, a wszyscy mówią, że zawdzięczają to Pollyannie! Początkowo chciałam dowiedzieć się o tym bezpośrednio od niej, ale nie odpowiedziała mi, a ponieważ słyszałam coś niecoś z twojej wczorajszej rozmowy z Pollyanną, domyślam się, że wiesz, o co chodzi. Proszę mi więc wytłumaczyć, co to wszystko znaczy!
Na te słowa Nancy najniespodziewaniej wybuchnęła płaczem.
— To znaczy — mówiła, łkając — że, począwszy prawie od dnia przyjazdu, kochana nasza dziecina starała się pocieszyć całe miasto! A teraz znów oni przychodzą, aby ją pocieszać!
— Ale jak pocieszać? W jaki sposób?
— Po prostu tak, proszę pani, to jest gra...!
Panna Polly tupnęła nogą ze zdenerwowania.