Pollyanna klasnęła w dłonie.

— Tak powiedziała? Naprawdę? Ach, jak się cieszę!

— Ale co to miało znaczyć? — zapytała z ciekawością panna Polly.

— To była gra, ciociu, bo...

Ale w tej chwili zamilkła i zakryła dłonią usteczka.

— Jaka gra?

— Nie, nic... ciociu, to... nie, nie mogę powiedzieć, ciociu, bo musiałabym mówić o rzeczach zakazanych!

Panna Polly miała wielką ochotę wypytywać Pollyannę dalej, ale na twarzy dziewczynki tak wyraźnie odmalowało się zmieszanie i przykrość, że pomimo szczerej chęci nie odważyła się zadać żadnego zapytania.

Jedna z wizyt, która nastąpiła po kilku dniach, doprowadziła jednak ciekawość panny Polly do ostateczności. Przyszła mianowicie jakaś biednie ubrana kobieta i chciała koniecznie widzieć Pollyannę.

Panna Polly przyjęła ją sztywno i jak zwykle odmówiła zobaczenia Pollyanny.