— Ależ to dobrze, że zwiędną! — zawołała Pollyanna. — Inaczej nie miałaby pani jutro świeżych!

Następnie Pollyanna w dalszym ciągu zachwycała się czarnymi włosami pani Snow. Gdyż, jak mówiła, mieć czarne włosy było jej nieziszczalnym marzeniem.

— Boże! Jaka ja byłabym szczęśliwa, gdybym miała czarne włosy — dodała z westchnieniem.

— O, gdybyś była na moim miejscu — odparła podrażnionym głosem pani Snow — nie mówiłabyś tego. Gdybyś zmuszona była leżeć cały czas, tak jak ja, nie uszczęśliwiłyby cię czarne włosy!

— Tak — dodała po namyśle Pollyanna — w tych warunkach trudno być zadowoloną!

— Z czego? — zapytała pani Snow.

— Ze wszystkiego!

— Ze wszystkiego? Gdy się jest chorą i przykutą do łóżka? O, moja droga, zapewniam cię, że to niemożliwe!

Lecz ku wielkiemu zdumieniu pani Snow Pollyanna podskoczyła z krzesła i klasnęła w dłonie.

— To bardzo trudne — zawołała. — Teraz muszę już iść, lecz będę myślała o tym przez całą drogę, a gdy przyjdę następnym razem, pewnie będę mogła coś pani o tym powiedzieć! Do widzenia! Było mi bardzo przyjemnie spędzić u pani tych parę chwil!