— Do widzenia! — dodała jeszcze raz, już stojąc na progu.

— Coś nie do uwierzenia! Co ona chciała powiedzieć? — ze zdumieniem mówiła do siebie pani Snow, patrząc za odchodzącą dziewczynką.

Wzięła następnie lusterko i długo się w nim przeglądała, a gdy weszła do pokoju Milly, jej córka, chora nieznacznie schowała lusterko pod kołdrę.

— Mamusiu! Zasłona podniesiona? — zapytała dziewczynka, przenosząc zdziwiony wzrok z odsłoniętego okna na goździk we włosach matki.

— A tak — odparła ostro chora. — To, że jestem chora, nie oznacza, że mam całe życie siedzieć po ciemku!

— Pewnie, że nie, mamusiu — zgodziła się Milly, szukając lekarstwa. — Tylko przecież nieraz chciałam wpuścić do pokoju trochę światła, a mamusia mi nigdy nie pozwalała!

Pani Snow nic nie odpowiedziała: zajęta była poprawianiem koronek na nocnej koszuli.

— Naprawdę, mógłby ktoś domyślić się i ofiarować mi nową koszulę nocną zamiast rosołu lub galaretki — powiedziała po chwili zgryźliwie.

— Po co, mamusiu?

Nic dziwnego, że Milly była mocno zdumiona, gdyż w jednej z szuflad komody leżały dwie nowe koszule nocne, a Milly nie mogła namówić matki, by je włożyła!