Rozdział VIII. Nieco o „Panu”

W parę dni potem Pollyanna znów spotkała „Pana”. Pogoda była pochmurna i padał drobny deszcz.

— Dziś już nie jest tak ładnie — powiedziała uprzejmie — pomimo to cieszę się jednak, że deszcz pada.

Tym razem „Pan” nie zatrzymał się i nawet nie spojrzał.

Pollyanna oczywiście wytłumaczyła sobie, że jej nie słyszał, toteż następnego dnia przemówiła doń głośniej. „Pan” szedł dużymi krokami, ręce miał założone w tył i oczy spuszczone.

Pollyanna uważała podobne zachowanie się za uwłaczające względem słońca i czystego powietrza poranku.

Dziś otrzymała polecenie, by załatwić coś na mieście i dlatego spotkała go o niezwykłej porze — z rana.

— Jak się pan miewa? — zaszczebiotała. — Jak to dobrze, że dzisiejszy dzień nie jest podobny do wczorajszego. Nieprawdaż?

„Pan” zatrzymał się raptownie. Zdawał się być zagniewany.

— Podejdź, mała dziewczynko, musimy raz z tym skończyć — powiedział ponuro. — Mam zbyt wiele pracy, żeby zajmować się obserwowaniem pogody. Możesz być pewna, że nawet nie zwracam uwagi na to, czy słońce jest, czy go nie ma!