— Właśnie go przyniosłam — odpowiedziała Pollyanna.

— Ale to nie jest to, na co dziś miałam ochotę — westchnęła teraz chora — dziś zjadłabym chętnie kawałek kurczęcia!

— Przyniosłam i kurczę! — zawołała wesoło Pollyanna.

Pani Snow podniosła się na łóżku bardzo zdziwiona.

— Jak to? Przyniosłaś i rosół, i kurczę? — zapytała.

— Nawet i galaretkę z nóżek cielęcych — odpowiedziała Pollyanna z dumą, zadowolona ze swej pomysłowości. — Chciałam, żeby pani wreszcie miała to, co zechce. Oczywiście, wszystkiego jest po trochu, ale jest. Chciała pani kurczę: jest. Naturalnie, idąc do pani, bałam się okropnie, że pani właśnie dziś będzie miała chęć na pasztet lub potrawkę, a tego nie miałam ze sobą. Ale, chwała Bogu, wszystko poszło dobrze!

Mówiąc to, Pollyanna wyjęła z koszyka trzy małe salaterki.

Chora zaś tak była zaskoczona tym wszystkim, że słowa nie mogła wymówić.

— Zostawiam to wszystko — powiedziała Pollyanna, stawiając salaterki na stół. — A teraz chciałabym się dowiedzieć, jak się pani miewa? — dodała grzecznie.

— Dziękuję, nie bardzo dobrze — odparła pani Snow, która zdążyła przez ten czas odzyskać swój zwykły nastrój niezadowolenia ze wszystkiego. — Nie mogłam zasnąć, gdyż Nelly Higgins, która mieszka za ścianą, zaczęła grać na fortepianie ćwiczenia i to wytrąciło mnie zupełnie ze snu. Jestem od tej muzyki na pół przytomna i nie wiem, co zrobię, jeśli to będzie trwało dłużej!