Chłopiec podniósł się ze zdziwienia, a potem znów usiadł.

— Jimmy Bean — odpowiedział ponuro.

— Dobrze, teraz już się znamy! Bardzo ładnie z twej strony, żeś mi powiedział swoje imię. Nie wszyscy to robią — dodała, mając na myśli pana Pendletona.

— Mieszkam u panny Polly Harrington. A ty gdzie mieszkasz?

— Nigdzie.

— Nigdzie? To niemożliwe! Zawsze się przecież gdzieś mieszka — zapewniła Pollyanna.

— Właśnie szukam nowego przytułku.

— A gdzież on będzie?

Chłopiec spojrzał na nią z lekceważeniem.

— Głupia jesteś! Czyżbym szukał, gdybym wiedział, gdzie będzie?