— A więc, mała kobietko, bawisz się w pielęgniarkę? — przemówił wesoło, zbliżając się szybko.

— O nie, proszę pana! Podtrzymywałam tylko z lekka głowę, ale lekarstw żadnych nie dawałam. W każdym razie cieszę się, że tu jestem!

— Ja również — odparł doktor i natychmiast zajął się chorym.

Rozdział XIII. Pomysł Pollyanny

Oczywiście tego dnia Pollyanna spóźniła się na obiad, lecz uszło jej to bezkarnie z następującej przyczyny.

Przy bramie oczekiwała ją Nancy.

— Boże! Jak się cieszę, że cię widzę — westchnęła z ulgą. — Przecież jest już po szóstej!

— Wiem o tym — odpowiedziała trochę wylękniona Pollyanna — ale wierz mi, że nie zasłużyłam na karę! Jestem prawie pewna, że nawet ciocia Polly nie będzie robić mi wymówek!

— To więcej niż pewne, że ci nic nie powie, bo jej nie ma: wyjechała! — odpowiedziała na to Nancy.

— Wyjechała? Ale to nie przeze mnie? Nieprawdaż? No, powiedz, powiedz mi prędzej, że nie przeze mnie! — wołała przerażona Pollyanna, gdyż w tej chwili opanowały ją wspomnienia wszystkiego, co zaszło w ostatnich czasach, i zaczęła robić sobie wyrzuty za kotka, za pieska, za Jimmy’ego, za słowo „zadowolona”, które tak drażniło ciotkę, wreszcie za zakazany wyraz „ojciec”, który, pomimo najszczerszych chęci, tak często wyrywał się z jej małych usteczek.