— Pollyanno, Pollyanno, co ty znów robisz? — zawołała.
W odpowiedzi usłyszała dźwięczny śmiech dziewczynki.
— Właśnie to, czego nie chcę, żeby ciocia teraz widziała. A ponieważ bałam się, że ciocia jednak zobaczy za wcześnie, więc zawiązałam jej oczy. Chwileczkę tylko proszę się nie ruszać, a zobaczy ciocia wszystko!
— Ależ, dziecko moje, proszę natychmiast rozwiązać i zdjąć mi z oczu chusteczkę! Co ty robisz? — dodała, czując, że coś miękkiego i delikatnego spadło na jej ramiona.
Pollyanna wciąż śmiała się radośnie. Drżącymi rączkami zarzuciła na ramiona ciotki szal koronkowy, śliczny, chociaż pachnący lawendą i z lekka pożółkły od długich lat spoczynku.
Kilka dni temu Pollyanna przypadkowo odkryła ten szal w jednym z kufrów na strychu, podczas gdy Nancy przekładała rzeczy, a dziś przyszło jej na myśl ubrać w niego ciotkę.
Następnie, wziąwszy pannę Polly za rękę, przeprowadziła ją, wciąż jeszcze z zawiązanymi oczami na werandę, gdzie widziała rozkwitłą czerwoną różę.
— Co ty robisz, Pollyanno? Dokąd mnie prowadzisz? — wołała, sprzeciwiając się panna Polly — ja nie chcę...
— Tylko na werandę, ciociu! W mgnieniu oka wszystko będzie skończone — odpowiedziała Pollyanna, zrywając różę i wkładając ją we włosy ciotki.
— Już! — zawołała wreszcie, zdejmując chusteczkę z oczu panny Polly. — A teraz niech mi ciocia powie, czy nie ładnie ciocię wystroiłam?