— Przecież tam ojciec już siedzi, to Jaga skłamała, Jaga niedobra. — I nagle zwracając się do niej twarzyczką pełną prawdziwej nienawiści zaczyna ją bić małymi pięściami — Jaga zła, Jaga kłamie.

Teraz i Marysia spostrzegła ojca i zaczyna płakać jakimś strasznie rozpaczliwym płaczem.

Rzuciła się na ziemię i teraz straszne szlochanie trzęsie jej całą drobną postacią.

Jaga klęczy przy dzieciach i rady sobie dać nie może. Zakłopotane oczy zwraca ku ojcu.

Ten nagle się zerwał.

Stoi przy stole i jakimś półobłąkanym wzrokiem patrzy na grupę swoich dzieci.

— Jago — mówi ochrypłym głosem — Jago, będzie chleb. Zaraz będzie. Zobaczysz — przyniosę.

Jego oczy zapaliły się nagle jakimś tajemniczym ogniem.

— Zaraz będzie — będzie!

Gwałtownym krokiem zbliża się ku drzwiom.