Tekla podciągnęła końce wstążki.

— Teraz znowu zamała, ofuknęła już z niecierpliwością Anastazja.

Tłuste policzki Tekli tak trzęsły się i nadymały, że aż śród nich zniknęły całkiem jej wązkie chytre usta, a z niemi razem zniknął złośliwy ironiczny uśmiech. Przerobiła znowu kokardę.

— Teraz dobrze, wyrzekła patrząc w lustro Anastazja, włóżże mi jeszcze w uszy te kolczyki.

Tekla wzięła z pudełka długie złote kolce ozdobione szmaragdami, i niezgrabnie zaczęła je wkładać w uszy Anastazji.

— Aj, boli! jakżeś niezrabna! syknęła z bólu Anastazja.

— Proszę pani, odparła sługa, pani Z. u której służyłam nim się dostałam do pani, mówiła zawsze ubierając się: trzeba cierpieć ażeby być piękną!

Na te słowa chmura oblekła znowu twarz Anastazji. Popatrzyła w lustro, pokiwała głową, i rzekła zcicha jakby do siebie:

— Alboż ja mogę jeszcze być piękną!..

— Co też pani ma za dziwne myśli! zawołała Tekla, komuż być piękną jeśli nie pani! Z takiemi włosami, z takiemi oczami! miły Boże! niechno pani tylko wyzdrowieje zupełnie, a pewno zakasuje pani wszystkie najmłodsze panny w X.!