I znowu chytre usta i złośliwy uśmiech zniknęły w tłustych policzkach Tekli.

Anastazja rozchmurzyła czoło, i wyciągając z pudełka barwistą szkocką wstążkę podała ją słudze.

— Weź to sobie Teklo, rzekła, może ci się na co przyda! Szare oczki Tekli błysnęły radością, chwyciła wstążkę, i ucałowała obie ręce swej pani.

— A teraz, rzekła Anastazja, zatocz mój fotel do bawialnego pokoju.

Po chwili fotel na kółkach z siedzącą na nim Anastazją, popychany ręką sługi wytaczał się z nawpółciemnej sypialni, i żywe światło dnia letniego przez szerokie odkryte okna bawialnego pokoju rzuciło się na jej dziwaczną postać. Dziwaczną była ona w istocie, dziwaczniejszą i wstrętniejszą niż zwykle. Żółta i pomarszczona twarz nieszczęśliwej nawpół znikała pod czarnemi lokami, ukazując tylko wązkie blade usta, zapadłe a żółtemi powiekami osłonione oczy, i kilka głębokich zmarszczek nad czarnemi, energicznie zarysowanemi brwiami. Na głowie warkocze piętrzyły się wysoko, a u ich szczytu pąsowa kokarda niezgrabnie przypięta drżącą ręką, wiewała i okręcała się wkoło sterczącej złotej szpilki; grzebień szylkretowy przypięty krzywo niezręcznemi a może i złośliwemi palcami Tekli, chwiał się też z tyłu głowy, i co chwilę zdawał się z włosów wypadać. Popielaty kolor szlafroczka, i niebieska barwa wstążki zawiązanej na szyi, kłóciły się z żółtą cerą twarzy; a długie szmaragdowe kolce jeden jeszcze sprzeczny żywioł wlewały w mięszaninę kolorów, i przy każdem poruszeniu fotelu uderzały o wystające kości chudej szyi. Tekla fotel wraz z siedzącą na nim swą panią zatoczyła przed kominek, na którym nie palił się tym razem płomień, ale tylko czerwonawo żarzyły się węgle; nogi jej wsparte na stołeczku okryła flanelą, i miała odejść — ale zatrzymała ją gestem Anastazja.

— Teklo, rzekła, wyjdź przed bramę, i zobacz czy mąż mój wraca.

Policzki Tekli znowu się zatrzęsły, a w nich schowały się jej usta; usłuchała jednak rozkazu szybko, i wyszła.

Anastazja została samą i zamyśliła się. Jakieś dobre, pełne nadziei myśli musiały przesuwać się po jej głowie, bo uśmiechała się, i oczy jej patrzące w żar kominka błyskały co chwilę. Wydobyła z za szlafroczka niewielki medaljon zawieszony na szyi na cieniuchnym łańcuszku, otworzyła go, i wpatrzyła się w zawarty w nim portret. Był to portret Augusta.

Tekla weszła, Anastazja z niepokojem na nią spojrzała.

— Pan nie wraca jeszcze, rzekła sługa, ale widziałam znowu tę panię...