Podniósł wzrok, i stanął na miejscu jak wryty. O kilkanaście kroków przed nim, i twarzą zwrócona ku niemu chodnikiem ulicy postępowała Wanda. Ujrzawszy zdala Augusta przystanęła także na mgnienie oka, ale wnet postąpiła dalej zwykłym sobie pełnym wdzięku i powagi krokiem.

Kilka chwil zbliżali się tak ku sobie, powoli, aż stanęli tuż naprzeciw siebie.

Oboje blade mieli twarze, ale uśmiech przywołali na usta.

— Byłam u pani Rumiańskiej, wyrzekła Wanda podając na powitanie rękę Augustowi; a teraz wracam do domu.

— Pozwoli pani sobie towarzyszyć? zapytał August. Wanda podniosła na niego oczy z lekkiem zdziwieniem, bo dźwięk głosu jego był inny jakoś niż zwykle — ale po chwili, twierdząco a uprzejmie skinęła głową.

Poszli więc dalej razem, obok siebie. Zrazu zamienili kilka potocznych frazesów, ale nagle umilkli, i zdawało się że myśli ich gwałtownie odciągane były od powszednich przedmiotów o których mówić próbowali. Ulica którą szli, a na której znajdowało się mieszkanie Wandy i Augusta, spuszczała się zwolna po spadzistości góry, a u końca jej płynęła rzeka.

Oboje młodzi ludzie nie wiedzieli sami jak minęli bramy swych mieszkań, i znaleźli się za murami miasta, na wyniosłem wybrzeżu, u stóp którego zcicha szumiał szeroki pas wody. Stanęli.

Słońce zachodziło, i całkiem prawie skryło się już za las dorastający przeciwległe wybrzeże; za nimi było wzgórze porosłe gęsto karłowatą sośniną; młody księżyc przeglądał się w spokojnym błękicie rzeki, po którym w oddali mknęło chyżo kilkanaście łódek rybackich. Dalej jeszcze pod wzgórzami stały podróżne tratwy obciążone drzewem czy zbożem, i spoczywały przy lądzie — a na nich zapalały się stopniowo szerokie czerwonawe ogniska, albo drubniutkie migocące światełka. Cisza zupełna panowała w powietrzu — gwar miasta niewyraźny dochodził z za wzgórzy, i łączył się z drzew szumem.

Wanda i August byli sami — sami w obec piękności i cichego smętku wpółjesiennego już wieczoru. Wanda wiodła wzrokiem po otaczających przedmiotach, Augusta spojrzenie było w twarz jej utkwione.

Blada była i zmieniona, oczy jej nieco zapadły, i płonęły niezwykle, usta lekko drżały.